Kreatywny dzień

Wyzwanie biegowe – 1. tydzień

Relacja z placu boju – zobaczcie co pisze nasza Zuzka:

Jak się domyślacie skoro piszę to znaczy, że przeżyłam. Podjęłam wyzwanie i jakoś przetrwałam ten 1 tydzień. To była mordęga, gorsza pogoda nie mogła mi się trafić. Prawie 40 stopni w cieniu, nie chcę nawet wiedzieć ile było w słońcu.

Pierwszego dnia myślałam, że czeka mnie ok. 3,5 km bieg, ale już rano zrozumiałam, że pogoda wcale nie zamierza mi tego ułatwić. O 8 były już 22 stopnie…

Błędne koło – praca, przedszkole, dom

Chyba nie muszę tego tłumaczyć żadnej pracującej mamie, jak bardzo „cieszyłam się” na to, że wieczorem idę biegać. Rano trzeba zwlec się wcześnie, zawieść dziecko do przedszkola. Po południu biegiem po małą, by zobaczyć pełen wyrzutu wzrok nauczycielki, bo przecież przychodzę jako jeden z ostatnich rodziców. Do domu mamy 13 km, po drodze zakupy.
Od 5 dni boli mnie gardło, prawie nie mogę mówić (rodzinka zadowolona).

W domu sterta prania, naczyń, obiad do ugotowania. Kiedy już się z tym uporałam i siadłam na kanapie, doszło do mnie co mnie czeka. Nie ma odpoczynku, muszę iść biegać. Córcia miała mi towarzyszyć na rowerze, tylko ona się naprawdę cieszyła. A ja? Mi już było wszystko jedno.

wyzwanie biegowe

Taktyka

Jak już pisałam na wstępie – moja kondycja fizyczna nie jest najlepsza. Zaczęłam pomału,
a gdy nie mogłam złapać oddechu po prostu szłam. Nie wolno się całkowicie zatrzymywać, trzeba chociaż iść, żeby mięśnie pozostały w ruchu.

Brakowało mi wody, nic dziwnego w takim upale. Klęłam pod nosem ile wlezie, tak mi było ciężko. Po prau dniach jednak zaczęło ubywać tych kilometrów i byłam z siebie dumna. Kiedy widać efekty człowiek zaczyna zyskiwać motywację.

Dawałam sobie małe cele – np. dzisiaj pół km więcej. W rezultacie ten tydzień wyglądał tak:

Pierwszego dnia przebiegłam 3,43 km w 29,74 min. Trochę się teraz za to wstydzę, no ale początki bywają ciężkie. Z każdym dniem dawałam radę więcej, maksimum to było 4,59 km, ale z 2 przejściami do marszu.

Czasem po prostu nie da się bez krótkiego odpoczynku, zwłaszcza, jeśli nie jest się szczególnie wysportowanym. Mirka mi doradziła, bym posłuchała swojego ciała. Jeśli nie mam siły, lepiej przejść do marszu, odsapnąć chwilę, a później znowu do biegu.

W pierwszym tygodniu przebiegłam 18,02 km. Ściągnęłam sobie na telefon aplikację, która oblicza przebiegnięty dystans. Ciekawe jakie będę miała wyniki w 2 tygodniu. A jak Wam idzie?

Wasza Zuzka

Poprzedni artykułNastępny artykuł

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *